Ekstraraport Życia na Niebiesko po 26 kolejce

Wczoraj zakończyliśmy naszym meczem z Pogonią zmagania w ramach 26 kolejki Ekstraklasy. Zapraszamy na nasz kolejny ekstraraport podsumowujący nasz mecz i nie tylko.

26 Kolejka:

Do Szczecina jechaliśmy z wielkimi nadziejami, że skoro Cracovia umiała przerwać passę bez wygranej w Chorzowie, to i my zdołamy wygrać w końcu na terenie Pogonii, jednak mecz od początu nie układał się zbyt dobrze, bo już w 4 minucie przegrywaliśmy 1-0 po bramce Akahoshi`ego. Na szczęście na odpowiedź nie trzeba było długo czekać gdyż w 8 minucie padła bramka na 1-1. Początkowo strzelcem bramki miał być Mariusz Stępiński, później bramka zapisana była na konto Frączczaka, a jeszcze inni piszą, że bramkę należy zapisać na konto bramkarza Portowców. My obstajemy przy samobójczej bramce Frączczaka.

To, że Aka bramki zdobywać potrafi, a głównie w meczach z Ruchem przekonaliśmy się w 30 minucie meczu, kiedy to po błędzie Oleksego temu zostało już tylko uderzyć i tak też zrobił.

Do przerwy przegrywaliśmy, chociaż wcale nie graliśmy złych zawodów, kilka naszych okazji było, jak chociażby strzał Lipskiego czy Grodzickiego. Na drugą połowę trener Fornalik nie widział już miejsca dla Podgórskiego i zamiast niego na murawę wybiegł Łukasz Moneta.

Zmiana o tyle istotna, bo Łukasz w ciągu dziesięciu minut zrobił więcej niż Tomek przez całe 45 minut.

W 58 minucie mieliśmy znakomitą okazję do wyrównania, po faulu na Grodzickim do rzutu karnego podszedł Mariusz Stępiński i…trafił w słupek! Jednak co się odwlecze to nie uciecze i w 71 minucie Frączczak i Słowik na pograniczu pola karnego wzięli w kleszcze naszego najlepszego snajpera, a sędzia odgwizdał drugi karny dla chorzowian i czerwoną kartkę dla Słowika. Tym razem do jedenastki podszedł Patryk Lipski i pewnym strzałem doprowadza do wyrównania.

Mieliśmy też nie lada gratkę dla sędziego i Komisji sędziowskiej naszej Ekstraklasy! Rafał Grodzicki po jednym z fauli na nim musiał opuścić boisko, aby można było mu opatrzyć krwawiącą głowę i przy ponownym wejściu na murawę założył nie swoją, a Lenartowskiego koszulkę, jednak po chwili nasz kierownik drużyny przyniósł mu tą właściwą.

Przed końcem regulaminowego czasu gry udało się zaskoczyć jeszcze raz piłkarzy gospodarzy. Paweł Oleksy dośrodkował idealnie na głowę Lipy i ten pokonał Kudłę strzałem z 6 metra.

Mecz zasłużenie wygrany i to cieszy, że po porażce z Cracovią zespół potrafił się podnieść i tym razem to my przechyliliśmy szalę na własną stronę.

Kibice pojawili się w Szczecinie w liczbie 240 osób i mniej więcej od 60 minuty nie było słychać już nikogo innego, jak naszych wspaniałych fanów. To ich doping poniósł Niebieskich do zwycięstwa.

Mecz kolejnego rywala:

Lech Poznań u siebie podejmował Cracovię Kraków. W tym spotkaniu też byliśmy świadkami szybkich bramek bo już w 8 minucie na prowadzenie zespół Pasów wyprowadził Kapustka, zaś minutę później wyrównał Jevtić i w sumie na tych dwóch bramkach pierwszą połowę można było zakończyć.

W drugiej połowie oba zespoły “razowały” się wzajemnie strzałami, ale nikt nie potrafił znaleźć drogi do bramki rywala, aż do 86 minuty kiedy to Lovrencics zagrał do Gajosa, a ten pokonał w końcu bramkarza gości i tym samym Lech zdobył kolejne trzy oczka.

Z przebiegu spotkania widać było, że Lech ma pewne luki w szeregach obronnych, ale trzeba zabłysnąć skutecznością, bo jeśli nie wykorzystuje się swoich okazji, to w końcu można samemu gdzieś błąd popełnić i tego dobrą lekcją jest właśnie to spotkanie z Cracovią.

Co następne:

Terminarz dla Niebieskich nie jest w tym roku łaskawy, po meczach z Legią, Cracovią i Pogonią (czyli obecnie czołówką tabeli) przyszedł czas na Lecha Poznań.

Drużyna Jana Urbana mimo widocznej już formy zwyżkowej, nie do końca taką formę musi utrzymywać. W końcu przegrywali już mecze w tym roku, jak chociażby z Podbeskidziem (4-1) czy Jagiellonią Białystok (0-2) zatem dlaczego i my nie mielibyśmy wygrać?

Na 5 naszych ostatnich, domowych potyczek wygraliśmy z Lechem 2 spotkania i 2 zremisowaliśmy. Przegraliśmy tylko raz w 2013 roku (0-4), co sugeruje, że w Chorzowie z Lechem grać potrafimy. Bilans bramkowy z tych pięciu meczy mamy remisowy (5-5), a Lech ostatnią bramkę w Chorzowie zdobył również w 2013 roku.

Kadra Lecha na pewno należy do tych silnych, aczkolwiek widać niekiedy brak Pawłowskiego który zmaga się z kontuzją i w Chorzowie raczej też nie zagra.

Dobrą wiadomością jest fakt, że mecz gramy u siebie, w sobotę o 20:30, co na pewno przyciągnie na trybuny dużo kibiców, a jak wiemy, przy naszym dopingu wszystko jest możliwe, jak chociażby obroniony karny.

Mecz Ruchu z Lechem odbędzie się w najbliższą sobotę – 12 marca o godzinie 20:30. Zapraszamy!

Inne wieści z klubu:

Nasze juniorki piłkarek ręcznych wygrały turniej Final Four który w ubiegłą niedzielę rozgrywany był na obiekcie chorzowskiego MORiSu.

Rozpoczęły się zmagania Centralnej Ligii Juniorów, w naszym pierwszym po przerwie meczu juniorzy Ruchu Chorzów zremisowali 0-0 na wyjeździe z UKP Zielona Góra.

Jan Kocian zaprzeczył doniesieniom o jego możliwym zatrudnienu na stanowisku trenera Górnika Zabrze.

5 marca odbył się sparing Widzew Łódź – KS Opatówek. Widzewiacy po bramce Strusa wygrali to spotkanie.

Wszystkim kobietom życzymy wszystkiego najlepszego w dniu Waszego święta!

Dzisiaj o godzinie 18:00 w kościele p.w. Świętego Ducha w Chorzowie odbędzie się msza w intencji śp. Macieja “Hermana” Sawickiego.


źródło: własne

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.