9-ciu to za mało – relacja z meczu Jagiellonia – Ruch (4-1)

Ruch Chorzów przegrał wyjazdowe spotkanie z Jagiellonią Białystok, 1:4. Autorem jedynego, ale za to genialnego trafienia dla Niebieskich był Patryk Lipski. Mecz zmienił swój obraz szczególnie w drugiej połowie, kiedy w kilka minut z murawą musieli się pożegnać Hanzel i Oleksy. Niebiescy konsekwentnie się bronili i niewiele zabrakło by dowieźli wynik do końca. Ostatnie słowo należało do Karola Świderskiego, który głową pokonał bezradnego Skabę. Warto dodać, że do bramki chorzowian trafiali również Grzyb, Górski oraz Vassiljev.

Spotkanie fatalnie rozpoczęło się dla Niebieskich. Pechowa interwencja Konczkowskiego sprawiła, że futbolówka trafiła pod nogi Rafała Grzyba i już w 2 minucie Ruch musiał wyjąć piłkę z siatki. Ważną rolę w akcji bramkowej odegrali Vassiljev oraz Cernych. Kolejna szansa gospodarzy miała miejsce 4 minuty później. Znów doskonałe podanie Vassiljeva do Górskiego, ale Skaba cudem wygarnął futbolówkę spod nóg ofensywnego zawodnika z Białegostoku. Pierwsza groźna okazja, to 10 minuta i strzał głową Araka, dzięki któremu Niebiescy mieli korner. Poprawka snajpera Ruchu nie dała efektu bramkowego, przez co Niebiescy nadal musieli gonić wynik. Jednak gospodarze czyhający na błąd Niebieskich byli konkretniejsi w swoich atakach. Groźna okazja Runje musiała dać Waldemarowi Fornalikowi do myślenia, bo w prostej sytuacji, stoper gospodarzy zawędrował aż pod pole karne Wojciecha Skaby.

Ruch musiał coś zmienić, ale pierwszy w kolejce ustawiłs się Lipski, któremu pękła koszulka. Zmiana odzienia nić nie dała, bowiem w 17 minucie „Jaga” prowadziła już 2:0. Fatalną pomyłkę Koja wykorzystał Vassiljev, który po aptekarsku zagrał na głowę Górskiego, a ten głową wpakował futbolówkę do siatki będących praktycznie na deskach Niebieskich. Mecz więc przybrał obraz zeszłorocznego – wtedy podopieczni Waldemara Fornalika stracili 2 bramki w 16 minut. Teraz gospodarze potrzebowali kwadransa. Bezradni w ofensywie chorzowianie nie istnieli w żadnym z aspektów gry. Nie wychodziły długie podania, nie wychodził atak pozycyjny. Nawet wrzuty z autu były niedokładne. Sporo błędów popełniała też defensywa. Gdyby ten, popełnio ny przez Koja w 25 minucie nie zakończył się złym strzałem Vassiljeva, Ruch miałby już w bagażu trzy gole. Były zawodnik Piasta Gliwice sporo przestrzelił.

Chorzowianie dobrą szansę mogli mieć w 35 minucie, ale Patryk Lipski niedokładnie dogrywał piłkę i z uderzenia Ruch wybił już pierwszy obrońca. Chwilę później kolejne przewinienie wywalczył Arak, jednak przy kole i nie było szans na dogranie w pole karne. Oba zespoły sprawiały jednak wrażenie, że czekają na przerwę. Ruch, jak zwykle – by w przerwie Waldemar Fornalik dał nową nadzieję piłkarzom i odmienił ich grę, a Jagiellonia? Ta mogła doczekać nawet do 90 minuty. Wynik przecież gwarantował, że mają 3 punkty w kieszeni. Temperaturę w już i tak rozgrzanych głowach mógł podnieść Cernych, ale po kornerze Litwin fatalnie przyjął futbolówkę przed polem karnym. Dlatego nie było już szansy na pognębienie Wojciecha Skaby. Futbol jednak bywa przewrotny. Wystarczyło jedno świetne dogranie Oleksego do Lipskiego oraz jeszcze lepszy strzał tego drugiego, który efektownym strzałem pokonał Mariana Kelemena. Ruch złapał kontakt, który miał być dobrym znakiem przed drugą połową.

Pierwszą decyzją Waldemara Fornalika było zdjęcie Łukasza Monety. Zamiast niego więcej czasu na pokazanie się dostał Piotr Ćwielong. Jednak mocniej w drugą połowę weszli gospodarze, którzy mogli podwyższyć, ale Frankowski trafił w boczną siatkę. Ruch zaczął też punktować rywali ze stałych fragmentów gry. Lipski nabrał pewności i grał lepsze piłki niż w pierwszej części. Po kornerze bardzo bliski wyrównania był Paweł Oleksy. Niestety, to Jagiellonia była skuteczniejsza. A konkretniej Vassiljev, który grał mecz marzeń i do asysty dołożył też gola. Od 50 minuty chorzowianie znaleźli się wręcz w fatalnej sytuacji. Dlatego Fornalik nie miał innej możliwości, musiał wpuścić na boisko Mariusza Stępińskiego. Jednak nim to się stało, Czernych powinien był strzelić na 4:1, ale zbrakło mu niewiele. Na domiar złego od 57 minuty Ruch musiał radzić sobie bez Łukasza Hanzela. Pomocnik Niebieskich zobaczył drugą żółtą kartkę za bezmyślny faul i znacznie osłabił swój zespół. Jeszcze gorzej było w 60 minucie. Oleksy sfaulował Frankowskiego, ale na koncie miał już żółty kartonik. Sędzia Raczkowski nie miał wątpliwości i wyjął drugą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. W dziewiątkę Ruch nie mógł już odrobić strat.

Dlatego też Fornalik musiał wzmocnić defensywę. Mazek był pierwszą ofiarą oskalpowania Niebieskich. Za niego pojawił się Mateusz Cichocki. Głęboko cofnięci chorzowianie przede wszystkim myśleli by nie dać się rozstrzelać. Dlatego wszystkie siły zostały rzucone w obronę tuż przed Wojciechem Skabą. W Białymstoku panowała więc atmosfera piłkarskiego święta, bowiem zespół Michała Probierza miał wynik na wyciągnięcie ręki. Przyklejeni do 20 metra chorzowianie nie byli w stanie choć na moment odciążyć obrony. Sam Mariusz Stępiński nie mógł zbyt wiele wskórać w ataku. Iskierką nadziei mogła być 71 minuta, ale złe dośrodkowanie w pole karne nie znalazło Piotra Ćwielonga. „Stępel” potrafił jednak kraść sekundy i wywalczyć faul w sytuacji wręcz niemożliwej. To zaś w konsekwencji dało Niebieskim korner co było miłą odskocznią od drżenia serca o wynik.

Ostatni kwadrans był więc okazją dla gospodarzy do rozegrania kilku wariantów, których w normalnych warunkach nie mogliby rozegrać. Radość, z jaką biegali po boisku była zauważalna. Ważnym momentem dla meczu było pojawienie się Karola Świderskiego. 19-latek po kornerze podwyższył wynik na 4:1. Warto dodać, że był to pierwszy kontakt z piłką młodego zawodnika. Obrona Ruchu zaspała, skupiając swą uwagę na innych zawodnikach. Kolejnego gola chciał zdobyć Grzyb, ale jego strzał z dystansu nie sprawił większych problemów golkiperowi Niebieskich. Ci zaś mieli przebłyski – dobra akcja Stępińskiego, podanie w punkt Grodzickiego – to oddaliło zagrożenie od bramki. W 86 minucie dobrze zachował się „Stępel”, ale Kelemen z problemami wybronił to uderzenie. W końcu Paweł Raczkowski zakończył mecz, o którym chorzowianie powinni jak najszybciej zapomnieć – bowiem teraz na rozkładzie mają nabierającą rozpędu Arkę Gdynia.

Naszą relację pisaną po śląsku mogliście śledzić tutaj: Relacjo Live po naszymu: Jagiellonia – Ruch


źródło: własne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.