Emocje do samego końca – relacja z meczu Ruch – Płock (2-2)

Wydarzenia głównie w końcówkach obu połów sprawiły, że wyniku spotkania Ruchu Chorzów z Wisłą Płock nie można było przewidzieć do samego końca. Jednak obie ekipy muszą summa summarum podzielić się punktami, a to za sprawą remisu 2:2. Bramki w pierwszej połowie padły tuż przed przerwą, a w drugiej połowie wszystko rozstrzygnęło się w ostatnich 10 minutach. Dla Niebieskich trafiali Stępiński i Grodzicki. Szczególnie „Grodek” może być z siebie zadowolony, bo wytrzymał presję i dał swojemu zespołowi upragniony remis.

1 połowa

Po dwóch nieudanych spotkaniach, Waldemar Fornalik musiał poszukać próby wyjścia z kryzysu. I tak kryzys w jakim jest Ruch przyniósł dwie ofiary. Niezbyt pewny Wojciech Skaba został zastąpiony Kamilem Lechem. Gdyby nie problemy z certyfikatem Kowalczyka, to pewnie stworzyłby parę stoperów z Rafałem Grodzickim, a tak partnerem „Grodka” został znów Cichocki. Kolejną szansę na boku obrony dostał Koj. W linii pomocy frycowe za porażki musiał zapłacić Łukasz Hanzel. Zamiast byłego zawodnika m. in. Piasta Gliwice w wyjściowej jedenastce znalazł się Maciej Urbańczyk. To dobry znak, ponieważ młody zawodnik wraca po długiej kontuzji. Na szpicy rywali kąsać miał Stępiński, bo murawa według Waldemara Fornalika jest zbyt mała, by Niebiescy grali dwoma napastnikami.

Niebiescy mogli dobrze wejść w mecz, ale Przybecki z ostrego kąta znacząco się pomylił. Akcja rozegrana przez gospodarzy pokazała, że nie chce dać się rywalowi zaskoczyć. Podobną lekcję od płocczan otrzymał już Piast i Legia, dlatego Niebiescy znacznie więcej czasu spędzali na połowie Wisły. Jednak nieszczęście na Ruch mogło spaść w 9 minucie. Wtedy to nieupilnowany w polu karnym Kante znalazł się sam na sam z Lechem, ale debiutant w Lotto Ekstraklasie stanął na wysokości zadania i odbił piłkę torsem na róg. Minutę później kolejną okazję zmarnował Przybecki, który dobrze znalazł piłkę w szesnastce, ale uderzył daleko obok bramki. Chorzowianie kontynuowali napór na rywala, ale we znaki dawał się brak dokładności i celności.

Niestety chorzowianie dali też dojść do głosu rywalom. Próba Recy, wkręcenie w ziemię Koja przez Merebashviliego, mogło nieco przerazić chorzowskich fanatyków, ale obyło się na strachu. Wisła bardzo skromnie próbowała zagrozić rywalowi. Z kolei Niebiescy byli znacznie bardziej konkretni. Największe zagrożenie chorzowianie stworzyli w 25 minucie, głównie za sprawą niezbyt dobrej interwencji Kiełpina. Cegiełkę do kiepskiego zachowania dołożył Stępiński, który huknął z 20 metrów. W efekcie Ruch zyskał korner, który już niestety tyle dobrego nie przyniósł. Za to rozpędu nabrał Dominik Furman, ale były zawodnik Legii Warszawa strzelił wprost w Kamila Lecha, dlatego też golkiper z Cichej miał niewiele pracy przy tej sytuacji. Kolejna akcja, to szybka kontra lewą flanką i fatalne dogranie na krótki słupek, gdzie nikogo nie było. Lipski mocno się przeliczył, że któryś z kolegów odczyta poprawnie jego zamiary.

Po przerwie na uzupełnienie płynów Wisła Płock przesunęła się pod pole karne Ruchu. Jednakże płocczanie pokazywali, że dokładność nie jest ich największym atutem. Chorzowianie nie potrafili jednak odsunąć zagrożenia dalej niż na 30 metrów przed bramkę Kamila Lecha. Młody golkiper za to udowadniał, że Waldemar Fornalik nie popełnił błędu desygnując właśnie jego do gry między słupkami. Tak też stało się przy strzale Merebashviliego, który niepilnowany wszedł w pole karne i silnym uderzeniem próbował zaskoczyć Lecha. Chorzowianom w końcu też udało się zagrożenie oddalić i wywalczyć rzut rożny. Do piłki podszedł Ćwielong, zastępując w tym fragmencie gry Lipskiego, ale zacentrował zbyt nisko. Chwilę później „Pepe” poprawił z drugiej strony, tym razem z akcji. Zabrakło jednak zdecydowania Lipskiego, który nie poszedł zdeterminowany na piłkę. Skarcić Niebieskich powinien był Kante, ale znów lepszy od rywala był Lech. Młody golkiper musiał jeszcze poprawić wygarniając futbolówkę pod nogi Iljeva.

Kiedy wydawało się, że przy Cichej do przerwy będzie remis, Merebashvili dośrodkował na głowę Kante, a ten wpakował futbolówkę do pustej siatki. Pustej, bo Lech zaliczył pusty przelot i spadł pod nogi napastnika Wisły. Rachunki zostały jednak bardzo szybko wyrównane. Najpierw dobrze do przodu ruszył Przybecki. Dzięki niemu chorzowianie zostali pod bramką rywala. W końcu piłka trafiła pod nogi Konczkowskiego, który widział gdzie czai się Mariusz Stępiński. „Konczi” doskonale dograł na główkę „Stępla” i Kiełpin musiał skapitulować. Szala nastrojów musiała jednak przechylić się na korzyść Niebieskich, którzy potrafili utrzeć nosa beniaminkowi.

2 połowa

Po przerwie trochę lepiej w mecz weszła Wisła Płock. Jednak po chwili to chorzowianie byli pod polem karnym rywala, jednakże Przybecki dośrodkował wprost w koszyk Seweryna Kiełpina. Lecz goście uznali, że najlepsza będzie wymiana ciosów i już po chwili to ona wykonywała korner. Tyle że więcej mógł z niego wyciągnąć Ruch, który gdyby Stępiński nie zaplątał się w dryblingu, mógł mieć sytuację sam na sam. Po chwili po kolegach poprawił Konczkowski, ale ani „Stępel”, ani Ćwielong nie trafili w futbolówkę, a całą akcję zakończył Koj niecelnym uderzeniem. To był sygnał dla Waldemara Fornalika, że pora na coś nowego – dlatego kolejnym debiutantem w drużynie Waldemara Fornalika został Bartosz Nowak. Już bez Lipskiego na murawie chorzowianie wykonywali stały fragment gry, po którym Stępiński miał piłkę na głowie, ale pomylił się o metr.

Rosnący doping przy Cichej nie zmienił się we wiatr w żagle dla chorzowian. Znacznie bardziej za to przycisnęła Wisła. Gdyby nie przytomne zachowanie Mariusza Stępińskiego po strzale Merebashviliego, to Lech wyciągałby piłkę z siatki po raz drugi. Snajper Niebieskich delikatnie skierował piłkę poza pole gry, wyręczając tym samym debiutującego golkipera. O tym, że nastroje zaczynały gęstnieć pokazała sytuacja z 66 minuty. Korner dla gości, kocioł w polu karnym. Grodzicki był dwukrotnie nieprzepisowo odpychany, a zawodnicy mieli sporo sobie do powiedzenia, niekoniecznie na tematy sportowe. W 69 minucie bliski szczęścia był Kriwiec, ale sprzed pola karnego nabił słupek. Przyczajeni chorzowianie dostali kolejny wyraźny sygnał, że Wisła Płock czeka właśnie na takie sytuacje. Dlatego natychmiastowa odpowiedź była bardzo potrzebna. W szeregach Ruchu nie było jednak nikogo, kto byłby w stanie wziąć ciężar gry na siebie.

Na ostatni kwadrans szansę gry dostał Kamil Mazek. Beniaminek Lotto Ekstraklasy jednak co rusz nękał defensywę chorzowian. Płocczanie pokazywali, że zależy im na pierwszym zwycięstwie nad Ruchem. O tym, że upór przynosi rezultaty przekonali się w 80 minucie. Wtedy to Kriwiec zagrał idealną piłkę miedzy dwóch obrońców Niebieskich. Aby pomóc kolegom na przedpole wyszedł Lech i… nabił Merebashviliego. Futbolówka nieszczęśliwie pofrunęła do bramki Ruchu i wyprowadziła gości na prowadzenie. Przy Cichej nikt nie był w stanie uwierzyć, że to wydarzyło się na prawdę. Goście nie zwalniali i już 120 sekund mogli prowadzić 3:1, ale nieudany strzał głową pozwolił oddetchnąć defensywie 14-krotnego mistrza Polski. Waldemar Fornalik rzucił w końcówce na boisko to, co miał najlepsze – Jakub Arak zastąpił Macieja Urbańczyka. Dwóch napastników miało Ruchowi dać przynajmniej wyrównanie.

Jednak pomimo rzucenia wszystkich sił na połowę przeciwnika, futbolówka nawet trochę nie chciała słuchać Niebieskich. To uciekała, to odskoczyła na bok. Szansą na wyrówannie mógł być rzut karny podyktowany przez zagranie ręką Przemysława Szymińskiego. Przed szansą na wyrównanie stanął Grodzicki i z zimną krwią dał chorzowianom to, co im się należało. Po bramce Ruch jeszcze bardziej rzucił się na rywala. Chorzowianie poczuli krew, którą musieli wypić. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Stępiński został złapany na minimalnym spalonym. Zabrakło 20 centymetrów, by najlepszy snajper Ruchu znalazł się sam na sam z Kiełpinem. Końcówka, której emocjami można by obdzielić kilka spotkań nie przyniosła zmiany rezultatu, a remis był najlepszym rezultatem dla obu ekip.

Ruch na zwycięstwo musi zaczekać do niedzieli, wtedy to zagra z kolejną Wisłą, tym razem z Krakowa.


źródło: własne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.