Gdynia do zapomnienia – relacja z meczu

Piłkarze Ruchu Chorzów przegrali wyjazdowe spotkanie z Arką Gdynia, 0:3. Niebieskich pognębili Zjawiński, Bożok oraz Siemaszko. Jednak głównym bohaterem był Mateusz Szwoch – autor trzech asyst dla zespołu z Gdyni. Pomimo kilku okazji podopieczni Waldemara Fornalika nie mieli szczęścia i nie potrafili nawet złapać kontaktu z rywalem. Niestety wyjazdowy duet spotkań nie przyniósł żadnych zysków i Ruch musi liczyć na przełamanie złej passy na własnym boisku w konfrontacji z kolejnym beniaminkiem – Wisłą Płock.

Waldemar Fornalik podjął odważny krok – przemeblował wyjściową jedenastkę już po 2 spotkaniach. I tak bronić przed Arką miała czwórka – Konczkowski, Grodzicki, Cichocki i Koj. Na skrzydłach szarpać grę mieli Ćwielong oraz debiutujący w niebieskich barwach – Miłosz Przybecki. Na szpicę po odpoczynku po Euro wrócił Mariusz Stępiński. W meczowej kadrze zabrakło natomiast Adama Pazio, który leczy kontuzję. Swój setny mecz w niebieskich barwach miał rozegrać Martin Konczkowski.

Mecz zaczął się od… przerwy. Serpentyny „zalały” pole karne Wojciecha Skaby. Doskonałą okazję jako pierwszy wypracował Ruch. Podanie Lipskiego na wolne pole do Przybeckiego, centra w pole karne do zmierzającego w kierunku futbolówki Ćwielonga, ale „Pepe” z nieznanych powodów upadł i zupełnie rozminął się z piłką. Dzięki tej akcji Niebiescy zyskali trochę psychicznej przewagi nad Arkowcami i kontrolowali to, co działo się na murawie. Sporą różnicę w pomocy robił Ćwielong, po zejściu do środka potrafił dobrze rozprowadzić piłkę. Znacznie gorzej w mecz wszedł Łukasz Surma, którego złe podanie dało gospodarzom korner i trzy szanse na uderzenie w kierunku Wojciecha Skaby. Swoje trzy grosze do meczu w końcu zaczął dokładać Stępiński. Napastnik z Chorzowa wywalczył rzut wolny po którym „Lipa” nieudanie zacentrował, choć w polu karnym czaiło się kilku zawodników Ruchu. Za co spore pretensje do kolegi miał Rafał Grodzicki.

Gospodarze próbowali przejąć inicjatywę w meczu, jednakże stałe fragmenty gry, podobnie jak w przypadku ich rywali z Chorzowa, pozostawiały wiele do życzenia. Ani rzut wolny, ani rożny nie zakończyły się celnym dograniem na głowę któregoś z piłkarzy w żółto-niebieskich barwach. Niestety, upór Arkowców przyniósł efekt w 23 minucie. Świetnie przed polem karnym znalazł się Zjawiński, minął Surmę, minął Hanzela i po długim słupku umieścił futbolówkę obok bezradnego Skaby. To podcięło skrzydła Niebieskim. Nawet piłki dogrywane do Mariusza Stępińskiego kończyły się stratą najlepszego snajpera klubu z Cichej. Ruch miałby szansę z rzutu rożnego, ale Patryk Lipski po dobrej akcji całego zespołu nie zdążył dogonić futbolówki przed linią końcową, dlatego od bramki wznowił grę Konrad Jałocha.

Kolejne ostrzeżenie wysłał podopiecznym Waldemara Fornalika Miroslav Bożok. Słowak urwał się defensorom i szczupakiem próbował wpakować futbolówkę do siatki. Chrapkę na kolejnego gola miał także Zjawiński, ale mimo, że zgubił Cichockiego nie miał z czego uderzyć i Skaba ze spokojem złapał piłkę. Spora nerwowość w defensywie Ruchu powodowała, że Arka starała się jeszcze bardziej urzeczywistnić swoją przewagę. W tym także pomagali sami Niebiescy – spora ilość strat w zasadzie wykluczała jakąkolwiek możliwość przejścia z obrony do ataku. W końcu chorzowianie przytrzymali dłużej przy nodze piłkę, co zaowocowało dobrą centrą na głowę Lipskiego. Szczęśliwie dla Niebieskich, również Zjawiński miał sporo pecha przy strzale głową. Po centrze z kornera, piłkarz Arki zgubił kryjącego go Cichockiego i szczupakiem mógł podwyższyć prowadzenie swojego zespołu. Kolejna szansa Kakoko, z 43 minuty powinna dać już bardzo do myślenia. Przybecki stracił piłkę na 20 metrze, a jego rywal skrzętnie to wykorzystał. Na posterunku był jednak golkiper Niebieskich i uratował skórę kolegom. Strasznie elektryczni dziś chorzowianie dowieźli remis do przerwy, która była doskonałą okazją dla trenera Fornalika, na wytłumaczenie głównych problemów swoim zawodnikom.

W przerwie za niesportowe zachowanie kartkę zobaczył Szwoch. A po przerwie, oba zespoły w niezmienionych składach miały rozegrać ostatnie 45 minut. Zaczęło się źle – od kilku niecelnych podań i kontuzji Łukasza Hanzela. Pomocnik Ruchu bardzo długo podnosił się z murawy, ale na szczęście bez urazu wrócił do gry. Później Niebiescy świetnie wyszli z własnej połowy, dzięki prostopadłej piłce Lipskiego, a później Ćwielonga. Przybecki nabił jednak defensora Arki i Ruch musiał zadowolić się tylko kornerem. Po chwili Koj został uderzony w twarz, ale o dziwo, arbiter Gil nie zauważył tego faulu. To musiało przywołać wspomnienia z Warszawy, kiedy Kamil Mazek zebrał potężny cios od rywala – także bez reakcji arbitra. W 54 minucie doskonałą centrę zaserwował Stępińskiemu Konczkowski, ale snajper z Cichej otoczony przez rywali nie miał z czego uderzyć. Głęboko cofnięta Arka oddała inicjatywę rywalom. Chorzowianie momentalnie to wykorzystali – strzelając gola, ale sędzia Gil uznał, że „Stępel” popchnął rywala i piękna główka poszła w niwecz. Ruch jednak nie osiadł na laurach i dalej próbował pognębić rywala.

60 minuta mogła być fatalna dla Ruchu. W polu karnym ręką zagrał Cichocki, ale arbiter uznał, że Arkowcom należy się tylko róg. Waldemar Fornalik postanowił też, że z boiska zejdzie Hanzel, a zamelduje się na nim Arak. To skutek 6 strzałów, ale żadnego celnego. W ten sposób chorzowianie nie mogli wygrać meczu. To mogło dać gola 65 minucie po centrze ze stałego fragmentu gry. Lipski idealnie dograł do Ćwielonga, lecz niestety „Pepe” nie dał rady skierować futbolówki do siatki. Ale zbyt otwarta gra sprawiła, że Bożok w 68 minucie wyprowadził na dwubramkowe prowadzenie swój zespół na prowadzenie. Słowak zamienił na gola doskonałe podanie Mateusza Szwocha. Fakt – Skaba mógł zachować się lepiej, ale golkiper uznał, że uratuje sytuację. Niestety, sytuacja chorzowian zrobiła się wręcz fatalna. Dlatego na boisku musiał pojawić się Mazek. Zastąpił niewidocznego z perspektywy meczu Przybeckiego. Trzy minuty później piłkę na głowie miał Surma, lecz uderzenie w środek bramki nie sprawiło kłopotów Konradowi Jałosze. Arka przy golu zachowała się jak wytrawny bokser – wyczekała moment, by wyprowadzić decydujący cios.

Dlatego też obraz gry nie mógł ulec zmianie. Grzegorz Niciński zdecydował jeszcze, że Kakoko musi zostać zmieniony. Na murawie zameldował się obrońca, Adam Marciniak. Spotkanie znacznie się uspokoiło – sygnalizowane piłki nie sprawiały problemów golkiperom obu ekip. Niestety, nie do zatrzymania w dniu dzisiejszym był Szwoch. Pomocnik Arki ograł Surmę, doskonale w tempo podał do Siemaszki, a ten nie miał problemów by przy krótkim słupku pokonać Wojciecha Skabę. Zbyt otwarta gra sprawiła, że gospodarze wypunktowali nawet najmniejsze słabości rywala. W 86 minucie kolejną szansę miał Siemaszko, ale tym razem szybszy był Skaba. Chwilę później słupek obił Stępiński. Trzy – bramkowa zaliczka zupełnie wystarczyła gospodarzom, którzy nie podkręcali już tempa. Na ostatnie minuty wszedł jeszcze Moneta, ale nie miał już okazji by zabłysnąć.

Przed meczem Waldemar Fornalik mówił – To jest trudny teren. Niestety, to były prorocze słowa szkoleniowca zespołu z Cichej. Ruch podzielił los Wisły Kraków i po ostatnim gwizdku z workiem 3 bramek musiał wracać na Górny Śląsk.


źródło: własne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.