Wielki Ruch buduje się od małych rzeczy – felieton

Jesteśmy po trzech kolejkach III Ligi, III grupy. Niebiescy notują serię trzech kolejnych zwycięstw z rzędu, z czego tylko jeden mecz na Cichej. Poukładany zespół, komplet kibiców (nawet w czasach pandemii) dla niektórych? Wciąż za mało.

Czasami nawet optymista wlewa w swoje serce nieco zwątpienia. Tak przynajmniej mówią psycholodzy, tylko pytanie brzmi – po co? By podsycać radość i móc powiedzieć „wiedziałem, że tak będzie”. Tak samo wyczuwam taką atmosferę wśród kibiców Ruchu. W głębi serca, każdy z nas pragnie jak najszybciej awansować, bez złudzeń, bez cienia wątpliwości, ale mamy w sobie coś z pesymisty…

Trzy wygrane. Niby bez złudzeń, ale zawsze szukamy błędów, czegoś do poprawy. Nie inaczej było w sezonie 2011/12, kiedy Niebiescy zajęli 2 miejsce w Ekstraklasie. Przegraliśmy 15-stą gwiazdkę o 1 punkt! (słownie jeden).

„Nowe rozdanie”. Chociaż na starych zasadach. Długi? Mamy. Jesteśmy na czysto? Tak! Dalej jesteśmy Ruchem Chorzów? TAK! Ostatnie „tak” zaakcentowałem dosyć mocno, bo mimo różnych scenariuszy, ostatecznie Ruch Chorzów to dalej ten sam klub, co w 1920 roku.

Przyznam szczerze, że w pewnym momencie sam widziałem szansę w upadku i budowaniu klubu od nowa, od zera. Ależ się myliłem! Szczerze… cieszę się, że się myliłem! Dużo ludzi, jeszcze rok temu pytało, dlaczego zmieniłem zdanie? Nie ukrywam, że to efekt długotrwałych działań, rozmów z każdym środowiskiem. Od kibiców po zarząd, czy inne media. Dzisiaj, z perspektywy tego roku, który notabene jeszcze nie minął, ale zakładam, że do rocznicy nie zmieni się nic na gorsze, uważam, że bojkot to najlepsze co spotkało nasz ukochany Klub.

Bojkot. Mocne określenie, bo jakby nie patrzeć klub cały czas mógł liczyć na kibiców, ale formalnie trwał… to wystarczyło, by akcjonariusze spojrzeli na Ruch jak kibice. Jak na dobro nadrzędne (może i na wyrost to piszę, ale wierzę, że to już nie tylko biznes).

Prezes. Seweryn Siemianowski to obecnie najlepszy wyznacznik sukcesu. Niezależnie od sytuacji, w jakiej znajdzie się Ruch Chorzów, to prezes z nim będzie. To taki rodzaj przywiązania jak… hmm… męża do żony (tylko z kategorii tych wieRnych, a nie szukających czegoś na boku). Nawiązując do rocznicy, która niebawem wybije… nie wyobrażam sobie innego gościa na tym stanowisku! To, co obecnie dzieje się w klubie, to też Jego – pełna pasji i wyrzeczeń – ciężka robota!

Nowe, stare zwyczaje. Kawiarenka… pamiętam, jak kilka lat temu odbyło się w niej spotkanie działu marketingu z kibicami Ruchu. Padały mocne argumenty, mocne odpowiedzi… To kultowe miejsce doczekało się reaktywacji! Trzeba sobie powiedzieć, że to zasługa każdego kibica! Dlaczego? To kibice pakują kasę w ten Klub kupując bilety, karnety, gadżety. Do tego celu powstało również Stowarzyszenie „Wielki Ruch”! To właśnie Stowarzyszenie jest narzędziem, które realnie wspiera działania Klubu! Nie tylko akcjonariuszy – Pana Zdzisława Bika, czy Urząd Miasta Chorzowa, ale też prezesa, dział marketingu i wszystkie inne działy (ciężko to opisać w kilku słowach, żeby Was nie zanudzić).

„Realny wpływ na rozwój klubu”… to nie tylko stworzenie kawiarenki, ale również zaopatrzenie! Nie tylko pierwszej drużyny, ale również Akademii czy popularnego „Grzybka”. To kibice inspirują „Niebieską Rodzinę” do działania, do tworzenia coraz to nowych gadżetów. Ba! Nawet Fan Cluby włączają się aktywnie w sponsoring Klubu! Efekt? Nowa, piękna „eRka” ufundowana przez FC „Blue England”, FC „Ireland” które znalazło się na koszulkach piłkarzy, logo WR – czyli członków Stowarzyszenia ‚Wielki Ruch”, a także multum innych sponsorów, których wymienienie zajęło,by ze 2,3 strony tego felietonu! To jest ten „realny wpływ na rozwój klubu”, o którym ten akapit informuje.

Rok. Rok, to na ogół 365 dni (co 4 lata 366 dni). Dużo dni wiąże się z dużą ilością pracy. Prezes i ludzie wokół Jego osoby, to ludzie, którzy często nie śpią, często poświęcają czas rodzinny na sprawy swojej pracy. Tyle, że dla nich to nie praca, to nie obowiązek… to pasja. To coś, chociaż nie można tego skategoryzować (słowotwórcze) w słowie „coś”, co daje niesamowitą satysfakcję. Dla mnie? Nas? Podziw! Często człowiek kładzie się spać wiedząc, że w „necie” nabazgrolił jakiś „problem” (cholera! Dużo tych cudzysłowów i nawiasów) i czuje, że musiał to napisać… często nie zdając sobie sprawy z ogromu pracy, jaki został włożony w pewne działania przez tych ludzi, którym wywaliliśmy jakieś swoje aluzje. Oni w rok (!!!) zrobili robotę na co najmniej 3-4 lata! ROK = 3-4 LATA! Lekko licząc…

Minusy. Te zawsze będą… kibic ma naturę taką, że albo wierzy za mocno, albo za słabo. Znaleźć tak zwany „złoty środek” to nie jest łatwa sprawa. Wiem to po sobie, więc nie mam absolutnie żadnego żalu do kogokolwiek. Sam ostatnio znalazłem jeden minus (krzesła są zbyt niskie, żeby można było rzetelnie oglądać mecz i pisać relację LIVE. Sytuacja o tyle śmieszna, że jak Klub faktycznie wrzuci w obieg poduszki dla redaktorów, to sam zapłacę za niego każdą cenę ;)) ale takich minusów się chce szukać. To nie jest uciążliwe dla Klubu, a każdy gadżet również ma ten wspomniany kilka zdań wyżej – realny wpływ na rozwój Klubu!

Plusy. Tych nie będziemy długo widzieć, chociaż są widoczne „gołym okiem”. Znowu kłania się nasza mentalność (przepraszam, jeśli kogoś uraziłem. Tutaj staram się przedstawić realia na podstawie wielu… wielu rozmów z kibicami, ale wiadomo, że nie każdy kibic myśli tak samo)… często nie dostrzegamy małych rzeczy, bo szukamy tych dużych. Klub powinien ustawić hasło… hasło, które przewijało się ostatnimi czasami w socjal mediach – #StepByStep…

W niecały rok, klub od granicy upadku wstaje, i walczy o dobro. Nie dzisiaj, nie jutro, a za kilka miesięcy, lat. Trzeba otwarcie sobie powiedzieć, że będąc – nawet w tej III Lidze – jesteśmy w Ekstraklasie. Tych 100 lat historii, sukcesów nikt i nic nam nie zabrało i dzięki nam – kibicom – nikt nie zabierze. To jest Klub, który swą wielkość tworzy od małych rzeczy.


Dejvid