Zapowiedź meczu Widzew Łódź – Arka Gdynia.

Już jutro (tj. 21.03.2015) Widzew Łódź rozegra swój pierwszy mecz w Byczynie, przeciwnikiem piłkarzy Wojciecha Stawowego będzie Arka Gdynia. Nasi piłkarze przystępują do spotkania w nie najlepszych nastrojach, przegrali ostatni mecz z Dolcanem w Ząbkach i nie poprawili i tak niewielkiego dorobku punktowego (nie muszę chyba nikomu przypominać ile punktów zdobyli do tej pory w rozgrywkach I ligi).

Widzew-Lodz

Spotkanie rozpocznie się o 14:00, a Wojciech Stawowy niestety nie będzie mógł skorzystać z usług dwóch niezwykle ważnych zawodników – podstawowego ostatnio Szymona Zgardy i dobrze spisującego się w sparingach przedsezonowych Dawida Kwieka. Nie będę znów powtarzał, że punkty drużynie potrzebne są jak woda czy tlen, każdy zawodnik, trener, działacz i kibic o tym doskonale wiedzą. Niestety choćby w ostatnim spotkaniu z Dolcanem, RTS zaprezentował się niezwykle mizernie. Choć piłkarze z al. Piłsudskiego (mimo zburzonego stadionu, czerwono-biało-czerwoni zawsze kojarzyć będą się kibicom z tym miejscem) prowadzili 1:0 po bramce Mariusza Rybickiego, już kilkadziesiąt sekund później pozwolili wyrównać drużynie Dariusza Dźwigały, bramkę zdobył Michał Bajdur. Kolejne gole dla gospodarzy były już tylko kwestią czasu, gdyż łodzianie nie potrafili zagrozić bramce Leszczyńskiego i przez większość czasu bez pomysłu rozgrywali piłkę w środku pola. To co nieuniknione, dokonało się w 69. minucie. Wtedy to Rafał Grzelak pogrążył zespół Stawowego i – jak się okazało później – zdobył tym trafieniem trzy punkty dla swojego zespołu. W ten sposób Widzew znów przegrał kolejny „mecz o życie”.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym mimo sytuacji, która niewątpliwie jest tragiczna nie szukał pozytywów. Spieszę więc z przypomnieniem, że jedyne zwycięstwo jakie odniosła drużyna Widzewa Łódź w rozgrywkach ligowych 2014/2015 miało miejsce 26.08.2014 roku w Gdyni właśnie z Arką! Bramki dla czerwono-biało-czerwonych strzelali wówczas Piotr Mroziński i Adam Duda. Nadzieja zawsze umiera ostatnia, trzeba jednak odrzucając osobiste odczucia powiedzieć, że szansa na poprawę gry, a co za tym idzie wyników nie wydaje się być wysoka. Mimo wszystko, mając w pamięci wynik z pierwszego spotkania, wierzmy, nie żałujmy gardeł i postarajmy się dać naszym zawodnikom tyle wsparcia, ile nie będzie można w żaden sposób zmierzyć. Naprzód Widzewie!

Słów parę o naszym przeciwniku. Drużyna Grzegorza Nicińskiego znajduje się ostatnio na fali wznoszącej. Gdynianie wygrali swoje dwa ostatnie spotkania niezwykle przekonująco, najpierw pokonali GKS Tychy 4:0 (przypominam, że nasi dopiero co przegrali z zespołem Tomasza Hajty 1:0), by w ostatniej kolejce ligowej rozgromić Stomil Olsztyn 4:1. Nie trzeba jasnowidza by podejrzewać, że znajdują się oni obecnie w wybornej formie. Szósta pozycja w tabeli I ligi nie jest oczywiście szczytem marzeń kibiców i działaczy, gdyż w Gdyni wciąż liczy się na powrót do ekstraklasy, w której klub ostatnim razem występował w sezonie 2010/2011. Trzon zespołu stanowią zawodnicy z ogromnym doświadczeniem ligowym, również z boisk ekstraklasy. Przede wszystkim mam na myśli: Antoniego Łukasiewicza, Bartosza Ławę i Pawła Abbotta. Wspierani przez kilku solidnych ligowców przede wszystkim będącego ostatnio w dobrej formie Brazylijczyka – Marcusa da Silvę – strzelca dwóch goli z ostatniego spotkania ze Stomilem Olsztyn, Michała Renusza czy wypożyczonego z Legii Warszawa – Aleksandra Jagiełło – tworzą bardzo ciekawy, głodny zwycięstw zespół. Ale, ale, dopóki piłka w grze…

Miejmy nadzieję, że Widzewiacy wyciągnęli wnioski z dwóch ostatnich porażek ligowych. Miejmy nadzieję, że w zawodnikach tli się jeszcze nadzieja i będą oni w stanie się jeszcze mobilizować na każdy pojedynek. Miejmy nadzieję w końcu, że nie zabraknie im determinacji i będą gotowi zostawić serce na boisku. Myślę, że jeśli kibice zobaczą, że drużyna walczy, mimo problemów i słabości, a piłkarze dają z siebie nawet więcej niż mogą, fani docenią poświęcenie i znów dostrzegą WIDZEWSKI CHARAKTER, którego niestety ostatnimi czasy tak bardzo brakuje…

Walczysz WIDZEW, walczysz!


źródło: własne

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.